niedziela, 24 lutego 2019

Junk journal "cztery pory roku"

Rok 2018 się skończył, a ja się zorientowałam, że kolejny kalendarz książkowy, który dostałam w prezencie, nie został w ogóle użyty. Nie zapisałam w nim ani jednej strony. A w szufladzie leżały już dwa kolejne z wcześniejszych lat, również nietknięte. Do tego duży zeszłoroczny kalendarz ścienny z pięknymi zdjęciami... Co z tym zrobić? Czas na recykling!


Tematem styczniowego spotkania Kwiatu Dolnośląskiego było robienie notesów i junk journali, i to był pomysł idealny. Recykligowy junk journal jest już skończony i gotowy do użycia. Zapraszam do oglądania.


Okładka została wykonana z papieru kraftowego (300g) oklejonego płótnem introligatorskim. Zanim nakleiłam karton na płótno, grzbiet i jego łączenie z okładkami okleiłam fragmentem koperty z tyveku. Tyvek to materiał, który można bez problemu przeciać, ale nie da się go podrzeć. Wzmocni miejca, które non stop się zginają (styk okładek z grzbietem) i zmniejszy ryzyko podarcia się miejsc, w których wbijałam igłę zszywając kartki z okładką. Owszem, w przypadku użycia płótna ryzyko darcia się albumu w trakcie używania jest małe. Ale miałam ścinek pod ręką, to czemu go nie użyć?


Album został wykonany metodą "pamphlet stitch bookbinding". Jest zamykany na zwykłą gumkę pasmanteryjną i ma cztery sygnatury (sekcje kartek). Nici widoczne na okładce i we wnętrzu sygnatur potraktowałam jako dodatkową ozdobę. Jeśli Wam się to nie podoba, możecie zszyć swój journal metodą "hidden pamphlet stitch". Youtube jest pełen tutoriali. 


Na wewnętrznej stonie okładki znajduje się duża pionowa kieszeń. Okładka jest ozdobiona recyklingowym papierem nutowym i fragmentem karty z kalendarza ściennego.


Ideą robienia junk journali jest wykorzystanie papierów z recyklingu, bez zbytniego przejmowania się ich dopasowaniem do siebie i wymiarami. W moim journalu znajdziecie etykietki od ubrań, koperty na listy różnego rozmiaru i koloru, papiery scrapowe i karty do pocket scrapbookingu (końcówki zestawów użytych w innych projektach) i oczywiście papier z zeszłorocznych kalendarzy.


Dzieląc stary kalendarz, książkę czy zeszyt na pojedyncze kartki do wykorzystania w journalu najpierw sprawdźcie, czy jest szyty. Jeżeli jest zszyty ze swoją okładką, a nie klejony, to nie wyrywajcie kartek. Cierpliwie wyjmijcie zszywki lub rozetnijcie nitki, sekcja po sekcji, i delikatnie wyciągnijcie kartki. Moje stare kalendarze były szyte. Gdybym wyrywała z nich kartki, to byłyby mniejsze (a co, jeśli chcę sobie zrobić wielki journal) i po złożeniu na pół miałyby linie w pionie a nie w poziomie (to nie jest problem w art-journalu, ale w travel journalu lepiej sie pisze w liniach poziomych).


Kalendarze były różnego rozmiaru i miały różny odcień papieru. Karty z większego (był A4) trochę przycięłam na górze i na dole. W niczym to nie przeszkadza. Zielona bibułka z owijki jakiegoś zamówienia ze sklepu internetowego? Czemu nie.


Koperta z ulotki reklamowej i karty do Project Life gotowe na zdjęcia i notatki.


Wnętrze sygnatury. Widać nitki z szycia. Okładka jakiegoś pisemka? ulotki? faktury? (nie pamiętam, ale fajny kartonik) i koperta na listy przerobiona na kieszonkę. Wystaje poza kartonik, który jest węższy od reszty kart w sugnaturze.


Torebka po herbacie owocowej w saszetkach. W sam raz na duży i długi tag. W tle czerwona koperta po tekturkowym kalendarzyku reklamowym. Teraz ma w środku karty do PL na notatki.


Końcówka sygnatury. Karta z kalendarza ściennego z pionową kieszenią i kolejnymi karteluszkami na zdjęcia i zapiski.


Każda z czterech sygnatur jest obłożona w papier z kalendarza ściennego. Zdjęcia dobrałam tak, aby symbolizowały jedną z czterech pór roku. Wiosna - motyl, lato - łąka, jesień - zboże i kolorowe liście, zima - oszronione owoce. W ten sposób powstał journal, w którym można dokumentować cały rok z podziałem wspomnień na pory roku.


Nie wszystkie kieszenie na karteczki muszą być pionowe. Tutaj kieszeń pozioma :-)


Album wyszedł naprawdę pojemny i zmieści sporo zdjęć, zapisków, ulotek, biletów, i wszelkich innych pamiątek z całego roku. Trzy zeszłoroczne książkowe kalendarze to ogromna ilość papieru, starczy mi na kilka kolejnych journali. A kolejne będą na pewno, bo robienie ich to świetna zabawa - polecam!

Pozdrawiam serdecznie, Ania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Mint dots , Blogger